niedziela, 25 maja 2014

Żądza Trzynasta.

"I nie mogę przestać się nadziwić.
Przestać kochać ciebie.


Ostatni miesiąc to czas, który biegnie jak z bicza strzelił. W pierwszym tygodniu zgrupowania wywalczyliście awans na ME. Następnie zajęliście się przygotowaniem do startującej za tydzień Ligi Światowej. Teraz od poniedziałku do sobotniego poranka jesteś w Spale, a resztę czasu poświęcasz na podróżowanie między Warszawą a kolejnymi hotelami, gdzie miałoby odbyć się wesele. Jesteś szczęśliwy. Cholernie szczęśliwy, że Diana miesiąc temu powiedziała "tak", że zechciała spędzić z tobą resztę życia. To jedno słowo wlało w ciebie siłę, by za wszelką cenę zawalczyć o ten związek. Pytanie, które zadałeś, było impulsem, ale to dzięki niemu jesteś znów prawdziwym, zakochanym, radosnym Zbyszkiem. Dziś również zmierzasz do stolicy,  by razem z narzeczoną dopiąć szczegóły w sali, którą wybraliście.

- Misiu, słuchasz mnie w ogóle? - Diana podchodzi do ciebie, gdy stoisz zapatrzony w fontannę przed hotelem.
- Jestem zmęczony - ziewasz przeciągle.
- Wracajmy już - chwyta cię za rękę, sadza na miejscu pasażera, zabierając kluczyki i rusza w kierunku miasta.

Właściwie to jesteś zmęczony nie tylko treningami, meczami, podróżą do Warszawy. Twoje zmęczenie powoduje również całe to przed ślubne zamieszanie. W sylwestra nie pomyślałbyś nawet o tym, że za pół roku staniesz na ślubnym kobiercu. Nie pomyślałbyś o tym, że między tobą a Dianą wszystko będzie dobrze. Dziewczyna parkuje na osiedlu, wysiadacie oboje z pojazdu. Zatrzymujesz ją, gdy od razu chce niemalże biec do domu. Przyciągasz ją do siebie, opierając się o samochód. Jesteś szczęśliwy. Muskasz jej usta, wtulasz się w zagłębienie szyi i drażnisz skórę oddechem. Chichocze cicho w twoja bluzę. Jest tak, jakbyście oboje cofnęli się dwa lata wstecz, gdy dopiero się poznawaliście.

Wbiegacie radośnie do budynku, trzymając się za rękę. Drogę na górę spędzasz tuż przy jej ciele, składając setki pocałunków na wygiętej szyi dziewczyny. Dużą dłonią podwijasz do góry materiał letniej, miętowej sukienki i gładzisz zgrabną nogę. Wasze oddechy przyspieszają, stają się płytkie. Drzwi rozsuwają się. Ciągniesz Dianę w kierunku drzwi do mieszkania, otwierasz je szybko. Zatrzaskujesz je za sobą, pocałunkami znów obrażając dekolt narzeczonej. Bierzesz ją w swoje ramiona i niesiesz do sypialni. Jesteś ciekawy, czy da się jeszcze w pełni odbudować, co doszczętnie niemalże zniszczył twój wyjazd do Włoch. Smakujesz delikatnie jej skóry, badasz fakturę ciała, muskasz delikatne usta. Niewinne do tej pory oczy nabierają żaru. Spokojne dłonie zahaczają koła na plecach, wbijając paznokcie w skórę. To jedyny ból, który jesteś w stanie wziąć za przyjemny. Serce, które bije tuż przy twoim, kochasz tak, jakby to była ostatnia chwila, gdy możesz leżeć głową na klatce piersiowej Diany, patrzeć jej głęboko w oczy i zachwycać się tym, jak rytmiczne bije jej najważniejszy narząd. 

- Mamo, tato, chcieliśmy zaprosić was na nasz ślub. 
- Wreszcie!  

Radość bliskich ci osób uszczęśliwia cię i dodaje pewności siebie w dążeniu do własnego spełnienia w życiu uczuciowym. Uśmiechasz się przez cały czas, co raz to muskając policzek narzeczonej. Natomiast w momentach, gdy w pobliżu nikogo nie ma, przyciągasz ją blisko do siebie i zachłannie całujesz. Od tak dawno już nie czułeś się tak dobrze. Chyba nawet godziny spędzone we Włoszech z Eleną nie dawały ci tyle pozytywnych emocji, jakie teraz daje ci zwykłe "dzień dobry" wypowiedziane z rana przez Dianę. Wtedy, we Włoszech Elena nigdy nie była w pełni twoja, nigdy nie oddała ci swojego umysłu, byś mógł nim kierować, nigdy nie pozwoliła sobie na całkowity odlot, jak mawia młodzież. Dopiero krzyk matki, żebyście zeszli do salonu na deser, sprowadził cię z powrotem na ziemię. Zbiegacie na dół, siadacie na kanapie i zajadacie się pyszną szarlotką z jabłek, które rosną w ogrodzie za domem. Jej głos, gdy rozmawia wesoło  z twoimi rodzicami, jest aksamitem, który kochasz. 

Rozstajecie się rankiem w poniedziałek. Ty jedziesz do Spały, a kobieta udaje się do Łodzi, gdzie studiuje. Cieszysz się ze wspólnie spędzonego czasu, ale i jest ci smuto, że musiał tak szybko minąć. Meldujesz się w ośrodku położonym wśród zieleni. Byłeś wręcz pewien, że Ignaczak ci nie odpuści i będziesz musiał powiedzieć o ślubie przed jego kamerką. W głębi serca głos mówi ci, że tak właśnie powinieneś postąpić. Pokazać światu, jak bardzo jesteś szczęśliwy. Z radością odpowiadasz na wszelakie pytania, jakie zadaje ci, nawet nie pozwalając opuścić maszyny. Po "wywiadzie" wreszcie możesz dotrzeć do swojego pokoju, rozpakować się, położyć na łóżku, powspominać. Czasami miewasz jeszcze chwile zwątpienia, gdy przeglądasz książkę telefoniczną w swoim telefonie, natrafiasz na Jej numer i chcesz zadzwonić. Nigdy jednak nie dzwonisz, bo zawsze coś ci przeszkadza. Dziś, gdy po popołudniowym treningu leżysz już w swoim łóżku, nie przeszkodzi ci nic.

- Tak, słucham?
- Elena? To ja...
- Wiem...
- Co u ciebie?
- Zbyszku, wiesz, że ja nie potrafiłabym się sama zmienić. Zasmucę cię... Ciągle jest tak samo, z wyjątkiem, że ciebie już nie ma...
- Ale mogę być... Zaraz... Z tobą...
- Nie możesz, Zbyszku... Żyj z nią i bądź szczęśliwy... Dla mnie.

To taka krótka chwila, krótki moment, minuta rozmowy, a tak wiele jest w stanie ci uświadomić. Ona chce twojego szczęścia, chce, żebyś był z inną, żebyś wziął ślub z Dianą i to z nią wił rodzinne gniazdko. Nie chce, byś zawracał sobie głowę własnie nią. Nie chce, byś tracił czas na ratowanie zwykłej prostytutki. Chce, byś zapomniał, jednak ty nie potrafisz. Nawet za kilka lat będziesz pamiętał te wszystkie wspólne momenty, te chwile radości, które ci podarowała, bo była w nich prawda o niej samej, o kobiecie, która jeszcze ma szansę na normalność. Szkoda, że sama tej normalności nie chce. Jesteś smutny, cholernie smutny, że do tej pory nie poznałeś nawet jej prawdziwego imienia, że nadal posługujesz się jej pseudonimem. Żałujesz, a jednocześnie cieszysz się, że nie zdołałeś jej pokochać, tak jak dwa lata temu pokochałeś Dianę, inaczej miałbyś teraz jeszcze większe zmartwienie.


To dla ciebie strasznie dziwne...
Kochać prawdziwie potrafisz tylko jedną...
Tylko Dianę.

~^~

Wiem, wiem, wizja ślubu z Dianą się wam nie podoba, ale cóż, w końcu kto tu jest "pisarzem"? :P
Przepraszam was za opóźnienia, ale Słońce zbytnio mnie spiekło, co czuję teraz na swoich obolałych ramionach i nie mogłam nic wstawić. :/
Zdradzę wam, że jak to u mnie bywa, wszystko może się jeszcze wywrócić do góry nogami.
Pytanie, czy wy tego chcecie?
No i jeszcze mam małą prośbę. Jeśli czytacie, to skomentujcie, bo zwyczajnie odechciewa mi się pisać...


Pozdrawiam,
Dzuzeppe :*

sobota, 17 maja 2014

Żądza Dwunasta.

"Chcę spaść, spaść tak daleko...
Chcę upaść, upaść tak mocno..."





Lipiec zbliża się do końca. Powrót z turnieju finałowego Ligi Światowej we Włoszech okazał się być pozytywny, tak samo jak i granie oraz końcowy triumf w postaci trzeciego miejsca w całej imprezie. Wtedy, gdy wszystkie twoje myśli zajmowała siatkówka i kolejne mecze, wreszcie byłeś wolny od myśli o dwóch kobietach, które od pół roku goszczą w twoim życiu. Najgorsze było to, jak w najmniej odpowiednich momentach, na przykład gdy szedłeś na zagrywkę, myślałeś czasami o jednej czasami o drugiej. W pewnym sensie ci pomagały, ale i drażniły, zwłaszcza Diana, która często do ciebie dzwoniła, bo zwyczajnie tęskniła, a ty chciałeś podjąć decyzję. Chciałeś móc potrafić wybrać. 

Siedzisz właśnie w swoim mieszkaniu i czekasz na przybycie dziewczyny, która jest na zakupach. Jeśli ktoś patrzy na was z daleka, to widzi szczęśliwą parę. Między wami faktycznie jest lepiej niż było za czasów twojego pobytu w Modenie. Można powiedzieć, że wybrałeś to właśnie ją, a o Włoszce chcesz zapomnieć. To dla ciebie najtrudniejsze. Doskonale pamiętasz te wszystkie wspólnie spędzone chwile, te godziny gdy mogłeś wpatrywać się w jej śpiącą osobę, te wieczory gdy dłońmi błądziłeś po strukturze jej ciała, te dni we Włoszech gdy myślałeś jedynie o Niej. Ale wiesz również doskonale, że tak będzie lepiej. Lepiej dla wszystkich, na których ci zależy. Może w końcu i lepiej dla ciebie samego. 

- Jestem! - słyszysz głos Diany, a po chwili widzisz ją w salonie. - Chcesz zobaczyć, jaką kupiłam? 
- Oczywiście kochanie - wciągasz ją na swoje kolana i przylegasz do jej klatki piersiowej. - Ale teraz chce, żebyś była tu, obok mnie... - muskasz delikatnie jej usta i wracasz do poprzedniej pozycji. 
- Co jest? - chwyta twoją głowę w swoje dłonie. - Nie chcesz iść na to wesele, prawda?
- Nie, Misia, to nie tak... - wzdychasz. 
- Więc jak?
- Chciałbym zwyczajnie ten wolny czas spędzić z tobą...
- Ale przecież będziesz tam właśnie ze mną. 
- Zwyczajnie mi ciebie brakowało i chce się tobą nacieszyć, a nie dzielić poniekąd z innymi...

Resztę dnia spędzasz na kanapie z Dianą u swojego boku, oglądając wasze ulubione filmy. Twoja uwaga nie zawsze jednak skupiała się na tym, co dzieje się na ekranie płaskiego telewizora, lecz na twarzy ukochanej. Wpatrujesz się w jej uśmiech goszczący na ustach w momentach, gdy rozbawiał ją ukazujący się filmowy obraz. To właśnie tej kobiety potrzebujesz u swojego boku w każdy normalny dzień. To jej radosny wyraz twarzy daje ci pozytywnego kopa. To jej słowa docierają do najgłębszych zakątków twojego umysłu i serca. Kochasz ją. Tak cholernie mocno i dziwnie zarazem. Składasz delikatny pocałunek na jej głowie, orientując się, że śpi w najlepsze. Bierzesz ją na ręce, idziesz do sypialni i układasz we wspólnym łóżku. Nikt z twojego otoczenia zapewne nie uwierzyłby, że i tobie potrzebna jest taka całkowita chwila spokoju, gdy leżysz przy kobiecie, którą kochasz i myślisz tylko o niej.

Kilka dni później wirujesz swobodnie razem z nią na parkiecie restauracji w jednym z pod poznańskich miejscowości, wypuszczając ją ze swoich ramion sporadycznie. Najchętniej zamknąłbyś się z nią w wysokiej wieży i nigdy już z niej nie wyszedł. W tamtym miejscu nie miałbyś nawet procenta wątpliwości, czy aby na pewno postępujesz dobrze. W każdym innym miejscy dopadają cię myśli, że powinieneś być we Włoszech. Zostawiasz Dianę samą w towarzystwie żeńskiej części jej rodziny, a sam wychodzisz na zewnątrz, żeby zaczerpnąć świeżego kwietniowego powietrza. Podjąłeś decyzję, jednak cień głosu należącego do Eleny nadal mąci ci w głowie i skłania do powrotu do słonecznej Italii jako wolny mężczyzna. Siadasz na ławce, odchylasz do tyłu głowę, wpatrujesz się w niebo.

- Zapalisz ze mną? - dosiada się do ciebie jakiś starszy mężczyzna, szukając zapalniczki w kieszeniach swoich spodni. Zaprzeczasz. - Masz racje. Młody jesteś, to lepiej nie zaczynaj...
- Nie jestem taki młody, jak się panu wydaje - wzdychasz. 

- Ale na tyle młody, żeby jeszcze dobrze wybrać swoje dalsze losy... Zapamiętaj sobie jedno... W życiu masz tylko dwie kobiety, przy czym jedna pasuje na żonę, a druga na świetną kochankę... Musisz się zastanowić jedynie, która bardziej do ciebie pasuje... Wszystkie inne nigdy nie dorównają ani jednej, ani drugiej... - zaciąga się ostatni raz, wyrzuca niedopałek do kosza i odchodzi w kierunku sali. - Ciebie ta decyzja również czeka...

Wracasz do Diany i udajesz, że nic się nie stało, jednak ona potrafi wyczuć twoje zmiany humoru. Chwyta cię za rękę i prowadzi do wyjścia do ogrodu, w którym przed chwilą się znajdowałeś. W świetle Księżyca jest twoją księżniczką. Prowadzi cię na mały, drewniany mostek, by usiąść na barierce razem z tobą i zwyczajnie mocno się do ciebie przytulić. Symbolika tego gestu może być różna tak samo jak i jego znaczenie. Dla ciebie jest to wyraz ogromnego uczucia, którym cię dąży, a które ty starasz się w pełni odebrać. Schodzisz z barierki, stajesz przed nią. Chwyta twoją twarz w swoje dłonie i delikatnie gładzi zarost na policzkach. Tak cholernie mocno cię kocha. Tak  bardzo jej oczy pragną twojego widoku. Jest jedyna, wyjątkowa. Twoja.

- Wyjdź za mnie... - mówisz szybko, dopiero później zastanawiając się na sensem słów. - Chcę wrócić do Włoch razem z Tobą, jako żoną u boku. Chcę spędzić swoje życie przy Tobie... - zastygasz na chwilę, gdy oszołomiona zeskakuje z poręczy i staje równo z tobą. Klękasz wtedy na jedno kolano i pytasz. - Diano Sokołowska, czy zechcesz zostać moją żoną?



Chciałbyś spaść tak daleko, żeby już nigdy Jej nie zobaczyć.
Chciałbyś upaść tak mocno, żeby się zabić.


~^~

Witam :D
Byłyście ciekawe, co kryje się za tą przemianą. Teraz już wiecie, ale chyba do końca nie rozumiecie. Przemiana Zbyszka to miało być coś, co pokarze wam, jak można utwierdzić się w tym prawdziwym uczuciu, jak można "pokochać na nowo" jedną osobę za pomocą drugiej.
Więcej dowiecie się w następnych wpisach, ale ostrzegam, chyba pierwszy raz w mojej "karierze" koniec nie będzie taki całkiem kolorowy.
Rozdział jest dziś, bo chciałam być wobec was fair i nie wstawiać rozdziału, jeśli sama jestem w tyle u was ;)
Dziś nadrobiłam, więc jest, a mam nadzieję, że jeszcze do północy przeczytacie Sobotnią Noc :D

Pytania? 
Całuję,
Dzuzeppe :*
PS. Niech wreszcie przestanie padać... :/

piątek, 9 maja 2014

Żądza Jedenasta.

"I właśnie zostałem przełamany..."



Nigdy czas ci się tak nie dłużył. Zawsze na zgrupowania przyjeżdżałeś głodny gry i kontaktu z piłką. Nie denerwowały cię dobre humory innych reprezentantów, bo sam byłeś zadowolony i radosny. Teraz wkurza cię dosłownie wszystko. Źle posłane łóżko, krzywo ustawione buty w maleńkim korytarzu, obecność współlokatora. Jesteś rozdrażniony. Wiesz, że czegoś ci brakuje. Wiesz nawet czego, ale przecież nie sprowadzisz tu, do Spały, Eleny. To nie jest możliwe. Przecież teraz miała liczyć się jedynie siatkówka. Jest z goła inaczej. Sport jest w twojej głowie jedynie na hali, jedynie wtedy, gdy zbijasz niebiesko-żółtą Mikase z prze ogromną siłą, wyładowując swoje emocje. Jedynie walka daje ci odrobinę odpoczynku od myślenia. 

Nadchodzi wreszcie sobota. Możesz wsiąść w swój samochód i ruszysz do Warszawy, do swojego miasta. Jedziesz ekspresówką do stolicy, słuchając płyty z twoimi ulubionymi kawałkami Coldplay. Nucisz razem z wokalistą słowa najnowszej piosenki. W tym momencie czujesz się jak wrak człowieka, jak ciało pozbawione duszy, jak wymięta koszula pozbawiona blasku, jak wyrzucony przez samochodowe okno śmieć. Nie wstydzisz się nawet tego, że po twoich policzkach płyną słone łzy. W końcu płaczesz z tęsknoty, z bólu, z bezsilności. Brakuje ci tej "MAGII". Brakuje ci tak cholernie Jej obecności obok, Jej uśmiechu i głosu, Jej radosnych oczu i rumieńców na policzkach. Czujesz się tak, jakby połowa ciebie zniknęła równo z momentem wyjazdu z Włoch. Jakbyś rozerwał się na dwie części. Jakbyś przestał być sobą. 

- Cześć kochanie - słyszysz damski głos. - Za ile będziesz w domu? 
- Już dojeżdżam... - odpowiadasz szybko, kończąc połączenie. 

To paranoja. Chcesz zabić tęsknotę w ramionach dziewczyny. W ramionach kobiety, której nie widziałeś przez prawie trzy miesiące, która dała ci czas na przemyślenia oraz na chwile spędzone z Eleną. Zraniłeś ją. Sam sobie ukazałeś się w tym najgorszym świetle. W świetle dupka, który zdradza kobietę, którą kocha. Bo Dianę jeszcze kochasz. Mimo, że oboje się zmieniliście, że upłynęło tyle czasu, że pojawiła się Włoszka. Chcesz z powrotem odnaleźć w sobie moc uczucia do brunetki, zapominając o przebywającej w słonecznej Italii dziewczynie. Jesteś paranoikiem. Kochasz jedną, a tęsknisz i pragniesz drugiej. Wiesz jednak to, że tylko przy tej drugiej poczujesz magię, jedynie przy Elenie będziesz sobą. 

- Wreszcie jesteś! - od progu rzuca się w twoje ramiona. - Kocham cię, Zbyszku... - dopiero po tych słowach jesteś gotowy na to, żeby zacisnąć swoje ramiona wokół jej drobnego ciała. - Tęskniłam za tobą...
- Ja za tobą też, Myszko...

Nauczyłeś się kłamać, tak cholernie dobrze kłamać, że wieczorem czujesz się tak, jakby to wszystko było prawdą, jakbyś tęsknił za Dianą, jakbyś to jej pragnął, jakby to ona cały czas zajmowała twoje myśli. Leżysz na kanapie, trzymając w ramionach swoją dziewczynę i zwyczajnie zaczynasz cieszyć się jej obecnością. Znów możesz swobodnie zacząć wędrówkę swoich warg po aksamicie jej delikatnej skóry. Znów swobodnie wkradasz się palcami pod jej koszulkę, by zimnymi opuszkami dotknąć jej rozgrzanych pleców. Znów bez krępacji patrzysz w jej brązowe tęczówki i zatapiasz się w ich głębi. Znów możesz oddać się w pełni przyjemności kochania się z Dianą. I w tej krótkiej chwili myślisz jedynie o niej, jedynie o leżącej na twojej klatce piersiowej i uśmiechającej się Dianie. Zdecydowanie zbyt długo byłeś we Włoszech. Zdecydowanie za późno wróciłeś do kraju. Zdecydowanie za bardzo przywiązałeś się do Włoszki...

Dopiero po paru godzinach, gdy budzisz się o trzeciej w nocy, uświadamiasz sobie, że to co było między wami przed twoim wyjazdem, nie wróci. Patrzysz na nią. Wiesz, że to nie ona da ci to, czego pragnie twoja druga odsłona. Tylko po co ci ta druga odsłona, jak teraz jesteś Zbyszkiem Bartmanem, który kocha Dianę i to z nią chce założyć rodzinę. Bo w gruncie rzeczy nie chcesz cały czas żyć w rozjazdach, na chwilę, bez stabilizacji. Elena nie jest w stanie dać ci tego, co bez problemu da Diana. Dziewczyna, którą kochasz, jest ci oddana, a ta, której pożądasz, nie jest w stanie całkowicie zrezygnować z tego, co gości w jej życiu od dawna. 

Już od dawna czujesz się przerwany, na dwie równiutkie części, które bez siebie nawzajem nie potrafią już żyć, Zbyszku...

~^~

Witam :D
Wiem, że króciutki, ale tutaj wszystkie takie są :P

Zmiana Zbyszka... Hmm... Powoli się rozkręca :P Więcej nie powiem.
Ostatnio strasznie brakuje mi czasu, co obrazuje się tym, że mam zaległości. 
Jednak mam również taką jedną czarodziejską karteczkę, która mi o wszystkim przypomni już jutro ;)
Zgrupowania w Spale ledwo kilka dni, a my już takie rozpieszczone materiałami :D

Nie wiem do końca co z jutrzejszym rozdziałem na Sobotniej. ani tym bardziej na Grzesiu. ale zapraszam na przed tygodniowe rozdziały. ;) 

Pozdrawiam :*

piątek, 2 maja 2014

Żądza Dziesiąta.

"Czy nie mogę tu po prostu zostać?"


Kwiecień dobiega końca tak samo, jak i pierwszy sezon w Modenie kończy się. Za parę dni stawisz się już w Spale i zaczniesz przygotowania do kwalifikacji, Ligi Światowej, Memoriału i docelowo do Mistrzostw Świata. Wtedy wszystko inne przestanie się liczyć, a na pierwszym miejscu stanie siatkówka. Nie będzie wymówek, rezygnacji, odpuszczania sobie. Będzie za to walka o ten jeden najważniejszy cel. O złoto. Jednak najpierw musisz dokończyć sezon w lidze. Jutro ostatni mecz o piąte miejsce. Potem będziesz mógł wyjechać stąd i zaszyć się na parę dni w Warszawie, w mieszkaniu albo u rodziców. Wreszcie odpoczniesz i nabierzesz sił, by stawić się za zgrupowaniu w pełni zdrowia i zaangażowania.

Wszystko się zmieniło. Nic nie jest już takie samo, jakie było jeszcze pięć miesięcy temu. Nie ma Diany; nie ma w miarę poukładanego życia; nie ma planów na przyszłość. Jest za to Elena, która gości w twoim mieszkaniu co kilka dni. Do niczego jej nie zmuszasz, z niczym nie naciskasz. Zwyczajnie cieszysz się, kiedy jest obok, kiedy się śmieje, kiedy śpiewa włoskie hity, sprzątając twoje kąty, kiedy pogwizduje wesoło, gotując dla ciebie; kiedy kaleczy twój ojczysty język, próbując wymówić poprawnie twoje imię, kiedy uśmiecha się tak delikatnie i nieśmiało, kiedy delikatnie muska fakturę twoich ust. Cieszysz się, że kogoś tu, we Włoszech, masz.

- Przyjdziesz dziś? - pytasz, rozmawiając z nią przez telefon.
- A chcesz, żebym przyszła?
- To nasz ostatni wieczór, zanim wyjadę... Chcę być dziś z tobą.

Biegasz po sklepie, wrzucając wszystkie potrzebne rzeczy do dużego koszyka, z którym po chwili podjeżdżasz do kasy i płacisz za zakupy. Zachowujesz się dziwnie. Chodzisz uśmiechnięty, pogwizdujesz podczas odkurzania, z pasją ścierasz kurze w salonie i doprowadzasz łazienkę do ładu. Sam siebie nie poznajesz. Ale dziś tak właśnie ma być. Idealnie, wyjątkowo, zachwycająco. Nie wiesz czy, jak wrócisz tu pod koniec września, Elena nadal tu będzie. Dzisiejszy wieczór będzie waszym pożegnaniem. Będzie ostatnim wspólnie spędzonym czasem. Będzie niesamowitym przeżyciem, które zapamiętasz. Bo jej nie da się zapomnieć. Nie da się wymazać z pamięci.

- Wyglądasz tak, jak wtedy... - całujesz ją delikatnie w policzek, pomagając zdjąć płaszcz.
- Skoro to nasz ostatni wspólny wieczór, to niech będzie taki wspaniały jak pierwszy... - wymija cię, kierując się od razu na twój taras, który stał się jej ulubionym miejscem w twoim apartamencie. Przesiaduje tam godzinami, wypala kolejne papierosy, a ty zwyczajnie upajasz się jej widokiem, upajasz się dymem, który wydycha, upajasz się spojrzeniem, którym cię obdarza, upajasz się jej pięknem, którym również i dziś cię czaruje. - Zaskakujesz mnie, Zbyszku... - przechyla lampkę i opróżnia całą jej zawartość. - Postarałeś się... dla mnie... Dziękuję ci... - podchodzi do ciebie i siada na kolanach.
- Nie chcę, żeby to wszystko skończyło się dzisiejszego wieczora.
- Nic na to nie poradzisz... Jutro zagrasz najlepszy mecz w sezonie, pojutrze wrócisz do Polski, odpoczniesz i za parę dni stawisz się na zgrupowaniu, by na każdym możliwym turnieju zagrać jak najlepiej... by zdobyć medal... - składa delikatny pocałunek na twoich ustach. - Wiedziałeś o tym, że kiedyś nadejdzie ten moment, Zbyszku... - wstaje z twoich kolan i podchodzi do okna.
- Ale nie myślałam, że nadejdzie tak szybko... - obejmujesz swoimi ramionami jej kruche ciało i razem wpatrujecie się w czarną głębię miasta.

W odtwarzaczu rozbrzmiewają ciche dźwięki wolnej piosenki. Takiej całkowicie niepodobnej do twojego dotychczasowego życia. Jej melodia powoduje to, jakbyście oboje na chwilę przenieśli się do innego, lepszego świata, gdzie kłopoty nie istnieją, gdzie istniejecie jedynie Wy i Wasz idealny świat. Całe otoczenie rozmazało się, nad głowami migotało tysiące gwiazd, którym przewodził Księżyc, w pobliżu żadnej żywej duszy, słychać jedynie dźwięki muzyki i ciche oddechy. To Wasza bajka. Stworzony jedynie dla Was raj.

Z pewnością możesz stwierdzić, że dzisiejsza noc była przejściem w inny wymiar. To nie było jedynie fizyczne zaspokojenie się. To była magia. Uczucie, którego nie potrafisz opisać. Nie wiesz, czy podpięcie tej chwili pod zwyczajną rozkosz równocześnie dla ciała, duszy i umysłu jest na miejscu. Dla ciebie to wszystko, co związane z Eleną jest już na wyższym poziomie. Poziomie, który osiągnąłeś tylko i wyłącznie z nią, a z żadną inną nie będziesz nawet w stanie się do niego zbliżyć. Żadna inna nie pozwoli ci na całkowite odejście od rzeczywistości, na całkowite odprężenie,  na to, abyś był gotowy się... Zmienić? 

- Będzie mi cię brakować. .. - szepczesz cicho, zaplatając sobie na palce jej długie włosy. 
- Mnie? Przecież tam, w Polsce, na pewno czekają na ciebie lepsze dziewczyny... Zbyszku, nie warto.  Uwierz mi. Nie myśl więcej o mnie  
- Obiecaj mi coś - prosisz, nachylając się nad jej ciałem i patrząc w oczy. - Obiecaj mi, że jeśli nadal będziesz tu, w Modenie, wtedy gdy ja tu wrócę... Obiecaj mi, że wtedy znów się spotkamy...
- Zbyszku, wiesz kim jestem...
- Obiecaj! - patrzysz nieustępliwie na nią. - Elena...
- Obiecuję.


Tak bardzo chciałbyś zostać tu razem z Nią. Chciałbyś czuć, że zawsze będzie obok. 
Ale nie możesz, Zbyszku...


~^~

Powrót do świata blogowego jest wspaniałym wynalazkiem :D
A ponadto Skra Mistrzem :D I na prawdę szanujmy się wszyscy, nie ważne czy kibicujemy Skrze, Resovi, Zaksie i Jastrzębskiemu, Treflowi, Delekcie, AZS - om, Politechnice, Czarnym, BDPS-owi czy Kielcom. W końcu wszyscy tworzymy ten wspaniały monolit, którego zazdroszczą nam wszyscy :D

Wy jeszcze nie wiecie, ale ja już tak.
Zbyś się na prawdę zmieni i to już od następnego wpisu :D
I może będę wredna, ale cóż, taki był główny zamysł tej historii :D

A i u mnie Zbyszek jest w kadrze i na kwalifikacje do ME i na LŚ, nie będę teraz zmieniać już napisanych rozdziałów ;/
Jestem całkowicie roztrzęsiona pomysłami, więc znów coś powstało nowego, ale linku nie podam, bo wchodząc w mój profil spokojnie znajdziecie ;)

Podzielę się jednak z wami pewną piosenka, którą sama znalazłam na blogu u którejś z was ;-)
"Zdejmij tę sukienkę, mała" (5:30)

Zapraszam jutro na Sobotnią oraz cały czas na Aska :D

Trzymajcie się w ten majowy weekend i wypijcie za moje zdrowie :D
Pozdrawiam,
Dzuzeppe :*

piątek, 11 kwietnia 2014

Żądza Dziewiąta.

"Sprawiasz, że czuję się wspaniale"





Marzec dobiega końca. Nie utrzymujesz już kontaktu z Dianą, choć formalnie nadal jesteście razem, gdyż nikomu nie zakomunikowaliście, jakoby wasz związek miał być jedynie wspomnieniem. Kolejne mecze ligowe za tobą.  Raz wygrywacie, a raz przegrywacie. Z resztą taki jest sport. Sam chciałeś doświadczać tego na własnej skórze. Od dłuższego już czasu wszystkie chwile, zarówno te dobre, jak i te złe dzielisz razem z Eleną. W twoim lokum przebywa chyba częściej niż ty sam. Wchodzi i wychodzi, kiedy tylko chce. Zachowujecie się tak, jakbyście znali się od lat i byli kochającą się parą, a przecież nic z tych rzeczy nie jest prawdą. Jesteście Ty i Ona. Osobno.  Łączą was jedynie godziny wspólnej przyjemności, godziny spędzone na wygłupianiu się na kanapie czy salonowym dywanie, godziny spędzone w swoim towarzystwie. Setki godzin razem...

- Pójdziesz ze mną dziś do klubu? - pytasz, wchodząc do mieszkania. Widzisz ją dopiero w kuchni, jak przygotowuje dla ciebie posiłek.
- Cześć - mówi, a tu muskasz jej policzek pocałunkiem, zaglądając przez ramię. - Zbyszek, naprawdę tego chcesz? - odwraca się do ciebie. - Chcesz pokazać się w gronie swoich przyjaciół z dziwką?
- Nie Elena... Chcę pokazać im, jaką wspaniałą jesteś kobietą.

Szybki obiad dodał ci energii na zakupy, na które wyciągnęła cię dziewczyna. Strasznie spodobały ci się jej radosne i świecące oczy, gdy przymierzała coraz to nowe sukienki i prezentowała się w nich przed tobą. Jej uśmiech sprawiał ci radość, powodował, że nie siedziałeś naburmuszony w fotelu, odpowiadając skrótowo, lecz wyczekiwałeś momentu, w którym wyjdzie z przymierzalni i uśmiechnie się najładniej tak, jak tylko potrafi. Przez myśl przemokło ci nawet to, że z nią mógłbyś nawet codziennie chodzić do sklepów i kupować jej nowe sukienki, byleby zobaczyć jej promienny uśmiech i radość w niebieskich tęczówkach. Nie wymęczyły cię nawet godziny spędzone w galerii, bo przecież Ona była szczęśliwa, niosąc zapakowaną w pudełko piękną sukienkę.

Zamyka się w łazience, a tobie każe usiąść na kanapie, włączyć telewizor i zwyczajnie zająć się sobą i jej nie przeszkadzać. Jedno jest pewne. Nigdy nie zrozumiesz kobiet oraz ich zachowania. Tobie podoba się naturalne piękno i nie rozumiesz, jak kobieta może myśleć, że bez makijażu jest brzydka. Elena jest piękna, szczególnie piękna. Zajmujesz się oglądaniem kolejnego odcinka nowego włoskiego serialu, którego nazwy nie umiesz nawet powtórzyć. Zwyczajnie nie masz czasu, aby zagłębiać się normalnego dnia w jego fabułę. Następnie przełączasz na kanał sportowy i oglądasz jeden z meczy ligowych piłkarzy nożnych. Nie potrafisz jednak swoich myśli oderwać od kobiety, która znajduje się za łazienkowymi drzwiami. Wreszcie twoje katorgi dobiegają końca i wychodzi z pomieszczenia w pięknej kreacji. 

- Teraz twoja kolej - uśmiecha się. - Masz pół godziny - wystawia ci język, zmierzając do sypialni, znajduje się jej kosmetyczka.

Niespełna godzinę później meldujecie się już w klubie, gdzie bawić ma się cała twoja drużyna z powodu wygranego meczu. Już na parkiecie witasz się z niektórymi chłopakami i ich drugimi połówkami, przedstawiając Elenę. Docieracie do loży, gdzie znajduje się reszta paczki, która również poznaje młodą Włoszkę. Dziewczyna od razu zostaje porwana przez partnerki siatkarzy, a ty zasiadasz z nimi samymi i pijesz pierwszy toast za dobrą zabawę. Od razu zostajesz również zasypany pytaniami o młodą Włoszkę oraz Dianę. W końcu oficjalnie z twoich ust nie padły jeszcze słowa, jakoby związek z Polką był przeszłością, a z Włoszką teraźniejszością. W zasadzie to sam jeszcze nie wiesz, jak jest czy jak będzie. Wiesz jedynie to, że jest ci cholernie dobrze w tańcu z pociągającą kobietą o niebieskich oczach. 

- Nie bądź taki dumny - słyszysz jej głos tuż przy uchu przebijający się przez głośną muzykę.
- Nawet nie wiesz, jakie to zajebiste uczucie, gdy wiesz, że każdy obecny tu mężczyzna chce ciebie, a tylko ja mogę cię mieć...
- Przecież tak nie jest.  
- Kiedy jesteś ze mną, tylko ja mam prawo, żeby cię dotykać, całować, kochać się z Tobą. - kończysz rozmowę, ciągnąc dziewczynę do loży, gdzie żegnacie się z pozostałymi i zmierzacie do wyjścia. 

Spacerujesz z nią przez ciemne uliczki Modeny, nie zważając na otoczenie. Trzymasz ją za rękę, zmierzając do swojego lokum. Dzięki dziewczynie polubiłeś przemierzać to właśnie miasto nocą, ale jedynie z Nią. Sam nadal nie pałaszcz do tego, żeby narażać swoje zdrowie na litość możliwego napastnika. Wpisujesz kod do drzwi, a po chwili maltretujesz już swoimi ustami skórę na szyi Eleny w windzie. Twoje dłonie wdzierające się pod jej płaszcz nakręcają cię tak samo mocno, jak i jej ciche pomrukiwanie. Odrywasz się od niej dopiero wtedy, gdy drzwi windy otwierają się. Ruszasz powolnym krokiem za Włoszką, która zmysłowo kręci biodrami. Popychasz ją na swoje drzwi, kluczem otwierając mieszkanie. Nie czekasz nawet na to, by zdarzyła zdjąć płaszcz czy buty. Sam z niej to zrywasz.

- Przystopuj - hamuje cię, oddychając cie od siebie. - Nie chcę powtórki z rozrywki i obolałych pośladków. 
- A ja chcę tylko i wyłącznie ciebie... - szepczesz zmysłowo wprost do jej ucha. - Nie moja wina, że tak na mnie działasz...

Pozbawiasz was oboje zbędnych ubrań. Zatapiasz dłoń w jej gęstych włosach, drugą ściskając jej pośladek. Kładziesz jej poddane całkowicie sobie ciało na miękkim, białym, puszystym dywanie w salonie. Jest jak marionetka kierowana przez twoje dłonie. Uwielbiasz jej lubieżny uśmiech, który gości na jej twarzy za każdym razem, gdy doprowadzasz ją na wyżyny przyjemności. Polubiłeś to, jak w momencie spełnienia przygryza skórę na twoim obojczyku, jak wbija paznokcie w mięśnie twoich pleców, jak krzyczy spazmatycznie twoje imię. Tak, polubiłeś tą niebieskooką dziewczynę. Polubiłeś to, jak jest obok ciebie.  Tak zwyczajnie.  Obok. 

- Chcę, żeby czas przestał biec - szepczesz, patrząc w jej oczy.
- Czasu nie da się zatrzymać, można jedynie uchwycić najważniejsze momenty swojego życia w pamięci ci nie zapomnieć ich... - odpowiada, gładząc zarost na twoim policzku.
- Więc pozwól mi zapamiętać te wszystkie wspólne chwile.



To Ona sprawia, że czujesz się szczęśliwy, Zbyszku...


~^~

Witam :*
To będzie długie posłowie.

Z waszych komentarzy (mało ich:( ) wynika, że niezbyt wierzycie w zmiany następujące w Zbyszku. Rozumiem Was. Teraz wydaje się Wam skurwielem, który rani i Dianę i Elenę (wiecie, że jeszcze nie wyjawiłam, jak ma naprawdę na imię? :D ).
Obiecuję Wam, że już niedługo zobaczycie inną odsłonę Bartmana.

Może już na moim Asku przeczytałyście, że byłam na półfinale w Bełchatowie w niedzielę? Był ktoś jeszcze? Albo na meczu Widzewa z Wisłą? Jak wasze odczucia?

We wtorek poznaliśmy kadrę? Co o niej sądzicie, jesteście zadowolone?
Ja się przyznam, że bardzo. Wreszcie zobaczę choć po części reprezentację, w której to się zakochałam :D


A teraz najważniejsze, czyli wyjaśnienie, co oznacza mój opis na Gadu.
Pewnie większość z Was wie, że wielkimi krokami zbliżają się testy gimnazjalne.
W tym roku padło i na mnie i to ja będę się stresować przez trzy dni. (i siedzieć dłużej w szkole, bo dyslektykiem jestem;/ ).

Z racji tego muszę zawiesić na około dwa/trzy tygodnie blogowanie. To była dla mnie trudna decyzja, ale jedyna, która pozwoli mi się w spokoju przygotować do pisania.
Nie wiem, co będzie z czytaniem na bieżąco, ale obiecuję wszystko nadrobić.

Planuję wrócić pod koniec kwietnia lub w dzień swoich urodzin, które wypadają 1 maja.
Jutro pojawi się Sobotnia, a co z Grzesiem, to jeszcze same z Maniek nie wiemy ;/


Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam ;)
Pozdrawiam :*


piątek, 4 kwietnia 2014

Żądza Ósma.

"Potrafisz nawrócić grzesznika."


Nie pamiętasz, kiedy ostatnio tak bardzo brakowało ci meczu i z tak wielkim utęsknieniem wyczekiwałeś kolejnego pojedynku. Krótka, przymusowa przerwa w grze spowodowała, że masz w sobie nadmiar energii. Trener każe ci przystopować, wyluzować się, jednak ty potrzebujesz do tego meczu. To dopiero jutro, jak po raz pierwszy zaatakujesz zza trzeciego metra poczujesz się prawdziwym sobą. Na razie musi wystarczyć ci to, że co chwilę wybuchasz niepohamowanym śmiechem, widząc na ekranie laptopa małą dziewczynkę, która uśmiecha się do ciebie oraz jej rodziców, którzy opowiadają ci wszystko, co dzieje się u nich w Polsce. 

Czy zazdrościsz? Zazdrościsz rodziny własnej siostrze? Nie... Jedynie chciałbyś mieć teraz przy sobie Elenę... albo Dianę? Sam już nie wiesz. Twoja dziewczyna nie daje o sobie znaku. Jest w Polsce. Musisz się jednak przyznać przed samym sobą; że jakoś nie tęsknisz; że nie brakuje ci jej dotyku, aksamitnego głosu; że nie masz ochoty, by leżała tuż obok ciebie na materacu i wsłuchiwała się w bicie twojego serca; że nie chciałbyś w tej chwili smakować jej delikatnych ust; że tak zwyczajnie przestałeś o niej myśleć. Bo nie myślisz o pięknej rudowłosej kobiecie, lecz o brunetce ze smutkiem w oczach. Myślisz o Włoszce. I tak właściwie to nawet nie wiesz, w jakich kategoriach staje ci się bliska.

Wychodzisz z hali tylnym wyjściem, by nie natknąć się na tłumy fanów. Nie chcesz dziś robić za sławnego siatkarza, bo jesteś nim jedynie na sali. Teraz, tutaj, na parkingu jesteś zwykłym mężczyzną, który najchętniej przytuliłby się do kogoś i zasnął w czyichś ramionach. Tak zwyczajnie, odruchowo. Odpalasz silnik i ruszasz w drogę. Najpierw w supermarkecie robisz podstawowe zakupy, potem w dziale monopolowym kupujesz czerwone, włoskie wino. Tak dla siebie, na zapas. Parkujesz samochód w podziemnym garażu, chwytasz zakupy i windą wjeżdżasz na swoje piętro. Widzisz ją. Stoi pod twoimi drzwiami i patrzy w swój telefon.

- Elena? - pytasz zdziwiony.
- Przenocujesz mnie? Musiałam zwolnić w trybie natychmiastowym mieszkanie... Moja koleżanka...
- Nie mów mi nic... - otwierasz przed nią drzwi. - Wejdź.

Słyszysz dźwięk odbijającej się wody od dna brodziku, gdzie dziewczyna bierze prysznic. Sam stoisz przy blacie kuchennym i przygotowujesz kolację w postaci kanapek. W tle słychać cichą muzykę, płynącą z włoskiej stacji. Podchodzisz do okna i patrzysz na zasypiające włoskie miasto, które stało się twoim tymczasowym domem, jednak ten prawdziwy czeka na ciebie w Warszawie. Słyszysz skrzypnięcie podłogi, a po chwili czujesz, jak staje obok ciebie i delikatnie dotyka twojej dłoni. Zerkasz w jej stronę, uśmiechając się lekko. Jest taka inna. Taka młoda, delikatna, a tak wiele już wycierpiała w swoim życiu. Obejmujesz ją i całujesz w czubek głowy. W tym momencie nie masz ochoty rzucić się na nią, nawet jeśli stoi przed tobą ubrana jedynie w jedną z twoich koszulek. Teraz masz ochotę, by zwyczajnie się do niej przytulić, zjeść potem kolację i spędzić razem czas.

- Pewnie jesteś zmęczony? - pyta, siadając za tobą na kanapie. Dłońmi delikatnie rozmasowuje twój spięty kark. - Chodź do sypialni... - szepcze ci do ucha.
- Nie chcę się z tobą pieprzyć... - odpowiadasz szybko, odwracając się.
- Nie mówię o tym... - uśmiecha się słodko. - Zrobię ci masaż - wstaje, łapie cię za rękę i ciągnie do pomieszczenia. Drobnymi rękoma ściąga z ciebie podkoszulek i rzuca go na fotel stojący w kącie. Prosi o to, byś zdjął spodnie, więc robisz to, rzucając je obok koszulki. Popycha cię lekko na materac. Siada na twoich pośladkach, a dłońmi rozpoczyna wędrówkę od spiętego karku do lędźwi. Przyjemnie uciska twoje zmęczone i poddające się jej dotykowi ciało. Paznokciami zatacza kręgi na łopatkach. Prowadzi swoją własną drogę wzdłuż twojego kręgosłupa, powodując dreszcze. Pochyla się. Jej mokre jeszcze włosy muskają skórę na karku. Oddech wywołuje gęsią skórkę. Czujesz jej ciało przylegające do twojego. Usta błądzące w okolicy ucha i cichy głos.
- Zmieniasz mnie...
- Pozwól, aby ta przemiana dobiegła do końca... - mówisz, przekręcając się na plecy, dotykając opuszkami palców jej delikatnej skóry. 
- Nie Zbyszku... Mnie nie można zmienić... Dziwka pozostanie na zawsze dziwką... - zsuwa się z ciebie i kładzie obok twarzą do drzwi.
- Nie wierzę w to... W moim świecie jesteś wyjątkowa - przysuwasz się do niej, obejmujesz ramionami, narzucając na was koc.

Znów noc spędzasz spokojnie. Nie potrzebujesz jedynie kontaktów fizycznych z Włoszką. Nie zależy ci na tym, żeby mieć się czym chwalić przed kolegami w szatni, jak to spędziłeś noc, czego to nie robiłeś. Od jakiegoś czasu zaczęło zależeć ci jedynie na tym, żeby zasnąć i obudzić się tuż obok niej. Kiedyś nawet bałeś się, że zwyczajnie uciekła, gdy po przebudzeniu nie było jej obok, jednak Ona była. Krzątała się po kuchni w twojej koszuli w kratę, przygotowując coś do jedzenia. Była wtedy taka piękna, taka twoja, taka idealna. Brakowało jedynie ciemności, blasku świecy i twoje marzenie by się spełniło. Aczkolwiek najważniejszym było to, że cię nie zostawiła, że została, że zechciała spędzić swój czas z tobą. Za to jesteś jej wdzięczny. Pierwszy raz od tak dawna. Zmieniasz się w dobrego człowieka.


Nie wierzysz w swoje życie. Nie potrafisz uporać się z dziwnymi myślami, że nie powinieneś tego robić. Nie rozumiesz, dlaczego stałeś się taki inny, taki niepodobny do dawnego Zbyszka. Czujesz, że to Ona cię zmieniła. Że potrafiła nawrócić grzesznika...


~^~

Witam Was serdecznie :*
Jak widzicie, Zbyszek zaczyna się zmieniać, tylko czy będzie mu dane zakończyć przemianę?
Pewnie za parę odcinków mnie znienawidzicie, ale cóż, takie losy moja wyobraźnia dla nich wymyśliła ;)
Musze poinformować, że jutro najprawdopodobniej Sobotnia się nie pojawi.
Wybieram się na mecz Widzew - Wisła (idzie ktoś?) i niestety wrócę późno, a Kari marudzi mi, że napisała syf, ale już ja to zweryfikuję :P
kto się wybiera w niedziele na półfinał Skra - Jastrzębski? Spotkam się z kimś? :D


Pozdrawiam :*

Zapraszam:
Pytania?  /  Grześ, Ola, Olimpia #12  /  Sobotnia noc.


Ps. Pochwalę się moim kocurkiem i jego dziwną miną :D


Ps2. Przepraszam za błędy, ale nie chce mi się ich wyłapywać. ;/

piątek, 28 marca 2014

Żądza Siódma.

"Ale pławienie się w twoim świecie jest jakimś duchowym przeżyciem" 




Pierwsze dni lutego minęły nadzwyczaj spokojnie. Trenowałeś, wychodziłeś z kolegami do najlepszych klubów w mieście, na wyjazdach wspólnie balowaliście z zawodnikami przeciwnych drużyn. Wszystko biegło swoim powolnym tempem. Od czasu do czasu odezwałeś się do Diany, porozmawiałeś z nią na Skype, skontaktowałeś się z przyjaciółmi z Rzeszowa czy Jastrzębia. Brakuje ci ich. Najchętniej wyjechałbyś teraz do Polski i został tam parę dni, ale nie możesz. W końcu jesteś w pracy, grasz w siatkówkę. Grasz coraz lepiej i jesteś za to nagradzany. Tylko czy kilka tysięcy więcej w kontrakcie jest taką wspaniałą nagrodą? Dla ciebie na pewno nie.

Jutrzejszy wieczór spędzisz ponownie razem z kolegami z boiska, ich połówkami oraz dodatkowo ważnymi sponsorami i innymi ludźmi z klubu w ramach balu karnawałowego. Chociażbyś nie chciał i tak musisz się tam zjawić. Nawet jedynie na godzinę, ale musisz być i obdarzać sztucznym uśmiechem panów prezesików, zatańczyć z ich żonami, pochlebiać dobrze prowadzonych biznesów sponsorom, pouśmiechać się i po odpowiadać na pytania dziennikarzy. Stać się na ten czas przykładnym, młodym mężczyzną, który wiele osiągnął w życiu zawodowym jak i prywatnym, ale który ma jeszcze wiele założonych sobie celów do zrealizowania. Ale przecież ty chcesz żyć z dnia na dzień.

- Zibi, idziesz dziś z nami na piwo po meczu? - słyszysz pytanie Bruna z drugiego końca szatni.
- A będzie się wam chciało włóczyć po klubach? - śmiejesz się, patrząc po wesołych minach innych zawodników.
- O naszą kondycją to ty się Zbysiaczku nie martw. A już na pewno nie o tę nocną - słyszysz głos Lukasa Kampy, który wychodząc klepie cię po plecach. Zakładasz jeszcze ochraniacze na kolana i wybiegasz na halę pełną kibiców.

Mecz rozgrywa się w bardzo szybkim tempie. Już po upływie półtorej godziny meldujesz się z powrotem w szatni, bierzesz prysznic i cieszysz się z innymi z kolejnych trzech punktów i niestraconego seta. Śmiejecie się, żartujecie, słuchacie głośnej muzyki. O dwudziestej jesteś już w domu. Zakładasz jakieś czyste i schludne ubrania, pryskasz się drogimi perfumami kupionymi przez Dianę, zakładasz kurtę, buty i wychodzisz z apartamentu. Zamówioną wcześniej taksówką jedziesz pod wskazany przez młodego Rezende adres klubu. Pół godziny później pijesz kolejkę wódki ze wszystkimi zgromadzonymi i zaczynasz się bawić, nie myśląc o tym, że gdzieś w Polsce ktoś na ciebie czeka i tęskni, że jest Diana.

Liczy się jedynie głośna, klubowa muzyka dudniąca w twoich uszach. Liczą się kolejne kolorowe drinki z palemką czy kieliszki czystej wypite prawie ze wszystkimi. Liczą się kocie ruchy kolejnych pięknych Włoszek lepiących się do twojego krocza swoimi pośladkami. Jednak żadna z nich nie ma tak zaokrąglonych bioder; żadna nie ma tak owocowo pachnących włosów, w których mógłbyś zanurzyć twarz i odpłynąć; żadna nie ma na sobie długiej sukienki, działającej na twoją wyobraźnię; żadna nie ma tego specyficznego błysku w oczach, gdy zbliżasz swoją twarz; żadna nie jest choć w najmniejszym stopniu Nią. Nie jest Eleną. A teraz to właśnie o niej myślisz; to z nią chciałbyś wirować na parkiecie; to jej chciałbyś szeptać różnorakie słówka do ucha; to z nią chciałbyś spędzić dzisiejszą noc.

Nie żegnając się z nikim wychodzisz pospiesznie z lokalu. Kojarzysz miejsce w którym się znajdujesz, więc mimo stanu wskazującego powolnym krokiem kierujesz się w stronę osiedla, na którym mieszkasz. Nie potrzebna ci taksówka, musisz wytrzeźwieć i... pomyśleć? Ty i myślenie. Rzecz abstrakcyjna, bo przecież Zbigniew Bartman nie myśli racjonalnie, ale teraz musisz, bo już nie wiesz, co powinieneś robić. Nie dane jest ci jednak w pełni skupić się na rozważaniu swojej egzystencji, gdyż znajdujesz się na znajomej ulicy i słyszysz Jej głos. Twoje oczy widzą dwie rozmazane postacie. Momentalnie trzeźwiejesz, podbiegasz do nich. Nie możesz pozwolić na to, by ktokolwiek wyrządził Jej krzywdę. Nie teraz, kiedy Ją poznałeś i czujesz, że jest ci bliska. Odpychasz mężczyznę w starszym wieku od niego, obijając mu porządnie krzywą mordę i chwytasz za rękę Elenę.

- Co ty do cholery robisz?! - krzyczy, próbując się wyrwać. - Przez ciebie straciłam klienta! Myślisz, że za co ja będę żyć?! Nie jestem taką gwiazdką jak ty, nie mam kasy na wszystko, czego zapra... - nie pozwalasz dalej na to, by wydzierała się na całą ulicę. Nie pozwalasz, by jej usta nadal były otwarte. Przyciągasz energicznie Ją do siebie i wpijasz się w spierzchnięte usta, smakujące truskawkami.
- Przepraszam, ale to był jedyny sposób, żebyś przestała gadać, a dodatkowo bardzo przyjemny... - uśmiechasz się delikatnie. - Zabieram cię do siebie, a jutro idziemy na zakupy... - mówisz stanowczo, trzymając jej dłoń w drodze na osiedle.
- Co?!
- Powiedziałem, że odkupię ci sukienkę, to to zrobię, a przy okazji pójdziesz ze mną na bal karnawałowy...
- Żartujesz sobie... Zbyszek powiedz, że żartujesz?
- Jestem poważny jak nigdy dotąd, Skarbie... A teraz w zamian będziesz grzeczną dziewczynką i pokarzesz mi, jak bardzo jesteś szczęśliwa, bo ja jestem w raju, że cię dziś spotkałem...

Wszystko dzieje się szybko, gwałtownie, boleśnie. Już wiesz, że na plecach zostaną ci pręgi po jej paznokciach, jej przybędzie odrobinę czerwieni na pośladkach. Ale teraz liczy się walka waszych języków. Liczą się szarpiące się ręce, które, najszybciej jak tylko mogą, próbują pozbyć się zbędnych ubrań. Liczy się ten ogień w oczach, którym na wzajem się darzycie. Liczy się ten żar, który od was bije. Liczy się Ona. Dziewczyna o obliczu, którego nie potrafisz rozszyfrować.


Noc spędzona z Nią jest dla ciebie duchowym przeżyciem, Zbyszku...


~^~


I kolejna odsłona Zbyszka za nami.
Tak sobie myślę, że ta historia to nie ma takiego sprecyzowanego wątku głównego.
Jest jedynie tajemnica, której nikt nie zna :P
Zdradzę Wam coś. Ale cicho, bo to tajemnica...
Chyba pierwszy raz dobrnę do końca ze swoimi czarnymi myślami i takim właśnie scenariuszem :P
Wiem, jestem wredna, ale kiedyś musi być ten pierwszy zły koniec :PP

Pozdrawiam,
Dzuzeppe :*

Zapraszam:

Ps. Z zaległościami chyba wyszłam na prostą, a jak nie, to informujcie na gadu ;)